Klasa: Warlock
Alt: Cainar, Amicus, Matu, Shauadalis
Rasa: Human
Wiek: 24 Dołączył: 27 Paź 2008 Posty: 1718 Otrzymał 12 piw(a)
Wysłany: 2009-04-01, 16:49 Epos, oddanie hołdu postaci Warlocka w grze World of Warcraf
Epos, oddanie hołdu postaci Warlocka w grze World of Warcraft
by Matuzalem
„Całun ciemności”
Wprowadzenie
Wieki temu, gdy Stormwind dynamicznie rozwijało się i walczyło o miano stolicy, miały miejsce wydarzenia, które wpłynęły na losy świata. W jaskiniach Shadowmoon Valley istniała Prastara Rada zwana Synami Apokalipsy. W jej ramach działała grupa pięciu najpotężniejszych czarnoksiężników jakich wydała ziemia i czeluście chaosu. Czasy świetności dwóch spośród warlocków minęły bezpowrotnie. Koniecznym było odnalezienie następców w ich miejsce. Plugawy pomiot rozprzestrzenił się po świecie poszukując utalentowanych następców. Musieli wyróżniać się talentem przy możliwie młodym wieku…
Rozdział I: … i tak to się zaczęło
Miasto Stormwind
Dwóch przyjaciół pospiesznie zmierzało na zajęcia do Wieży Magów. Mieli uzyskać tytuły mistrzów. Ich umiejętności były znane wśród lokalnej społeczności. Klorexz i Matuzalem – takie nosili imiona.
Nikt nie wiedział, że praktykowali oni czarną magię. Przyjęli założenie by złem czynić dobro. Szaleństwo? Nie do końca. Geniusz? Tego też nie można jednoznacznie stwierdzić…
Po odbiorze zaszczytnych tytułów i nagród postanowili wyruszyć w świat. Taki był rytuał. Pielgrzymi rozwijali magiczne zdolności, nabywali umiejętności. Patrząc na ich ekwipaż pewnym było, że tych dwóch dokona wielkich rzeczy. Zaklęte plecaki wielkości torebki tytoniu zwisały z pozłacanych pasów. Zawierały wszystko to co niezbędne. Gdy wyszli przed bramę i stanęli w świetle wschodzącego słońca, mieszkańcy miasta po raz pierwszy ujrzeli ich w pełnej krasie. Klorexz był wysokim, szczupłym mężczyzną. Długie włosy spięte w warkocz opadały na plecy. Tego dnia miał na sobie rubinową szatę. Mankiety wysadzane były diamentami. Na szyi spoczywał wspaniały szmaragdowy medalion.
Matuzalem w niczym nie przypominał przyjaciela. Niższy, sięgał mu zaledwie do ramienia. Był także krępej budowy ciała i miał krótkie czarne włosy. Złośliwi mówili, że przypomina krasnoluda. Jego szata była biała, bardzo prosta. Ten brak zdobień rekompensowały pierścienie. Każdy palec przyozdobiony był innym kamieniem szlachetnym.
Tak narodziła się legenda czarnoksiężników, która od tysiącleci przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.
Tego samego dnia dotarli do wzgórza Raven Hill. To moment przełomowy tej opowieści. W ruinach starożytnego sanktuarium obudzili demoniczną istotę zesłaną przez Synów Apokalipsy. Walczyli mężnie. Jednak musieli ulec. Bestia wydawała się niewrażliwa na magię. Absorbowała magiczne pociski, płomienie i lodowe ataki. Emanowała czarną magią, która zdawała się tworzyć tę barierę inercyjną. Matuzalem przyzwał Voidwalkera i posłał do walki. Klorexz uczynił to samo. Zyskali na czasie. Pomieszczenie, w którym znajdowali się mogło kryć klucz do pokonania biesa. Na suficie dostrzegli mały kryształ błyszczący słabym krwistym światłem. Matuzalem zniszczył go. Efekt był natychmiastowy. Rozsierdzona bestia rzuciła się na niego nie zwracając uwagi na atakujące zaciekle dwa demony. Młodzieniec zaskoczony takim obrotem sytuacji nie zdążył przygotować obrony. Klorexz zareagował błyskawicznie. Posłał całą zgromadzoną chaotyczną energię jaką tylko zdołał zebrać. Ugodził śmiertelnie potwora i wgniótł go w ścianę.
M- opuśćmy to przeklęte miejsce
Nie mogli wiedzieć, że wszystko co w krypcie zaszło już wkrótce wywoła przemożne skutki. Prastara Rada zaalarmowana utratą sługi musiała podjąć kroki. Zostało ich tylko trzech. Przeciwnik wysłanego biesa musiał napotkać na nadzwyczajne istoty. Niewielu śmiertelników mogło go unicestwić. Starsi chcieli poznać to zjawisko. Nergul (N), Khazad (Kh) i Morbius (Ms) wysłali Doomguarda z tą misją.
Tymczasem Matuzalem i Klorexz dotarli do krainy Blasted Lands. Ich celem był portal, który prowadził do innego wymiaru. Nie dane było im nigdy do niego dotrzeć. Doomguard pojawił się znikąd, blokując przejście do doliny, w której znajdowały się wrota. Z tym przeciwnikiem nie mogli się mierzyć. Ich ciała emanowały niesamowitą mocą. Odstraszały skutecznie większość istot żywych, ale na demonie nie zrobili najmniejszego wrażenia. Jego złowroga aura zdominowała podróżników i pochłaniała ich moc.
D- nie obawiajcie się śmiertelnicy, jeszcze nie nadeszła wasza pora
K- czego tu szukasz plugawa istoto?
D- zabiliście Nauzgrima strażnika katakumb na wzgórzu, to niesamowite, że tak słabe istoty dokonały tego. Musicie nie tylko być uzdolnieni, ale i myśleć nawet w czasie walki. Wielu przed wami tego próbowało, ale kończyli tragicznie.
K- ad rem czarcie, czego chcesz?
D- nie będziesz się do mnie zwracał takim tonem, a teraz idziemy.
M- myślisz, że ot tak po prostu pójdziemy za tobą?
D- jeśli wam życie miłe
M- nie sądzę, już byś nas wykończył do tej pory
K- Matu chodźmy zobaczmy czego chce, a potem pomyślimy co z tym zrobić
Demon machnął wielką łapą. Świat zawirował, rozmył się i zdawał oddalać, znikać. Przyjaciele dryfowali w nicości, pierwotnym chaosie, z którego wyłonił się świat i w którym kiedyś z pewnością umrze. Zapadła absolutna ciemność.
Po kilku minutach, które ciągnęły się jak wieczność poczuli grunt pod stopami. Otworzyli oczy. Demona już przy nich nie było. Stali przed tonącym w mroku zamkiem. Na jego dziedzińcu. Nie sposób opisać wyglądu fortyfikacji. Był jakby cieniem wiszącym złowrogo nad całą okolicą. Moc, która emanowali pielgrzymi była kompletnie niewyczuwalna w jego pobliżu. Nie wchłaniał jej jak aura Doomguarda. Po prostu zamczysko nie pozwoliło się jej wydostawać na zewnątrz. Niezwykłe i groźne zjawisko w istocie.
Rozdział II: Czas próby
Cień zaczął się rozrzedzać. Powstały otwór stanowił jakieś przejście. Brama wiodąca na dziedziniec była zamknięta. Innej drogi próżno było szukać.
Pokonawszy kręte korytarze weszli do większej sali. Wkoło wręcz cuchnęło złem, a piekielna energia była namacalna i parzyła przyjaciół.
Kh- witajcie, zapewne nie wiecie czemu was tu sprowadziłem. Pozwólcie, że się przedstawię. Na pewno mnie znacie. Imię moje budzi postrach we wszystkich krainach. Jam jest Khazad.
Dziwna z niego postać i złowroga. Miał w sobie coś odpychającego. Był zupełnie niematerialny. Nie miał zwykłego ciała, szat. Był cieniem. Emanował niesamowitą mocą. Młodzieńcy nie śmieli się odezwać.
Wejście zamknęło się. Otoczeni niezmierzonym cieniem musieli stawić czoła nieznajomemu.
K- co my tu właściwie robimy? Dlaczego nas tu ściągnięto?
Kh- jesteście mi potrzebni. Czy organizacja Synowie Apokalipsy jest wam znana?
M- chyba z nas kpisz. To tylko mit. Nie ma takiej organizacji.
Kh- a jednak, chyba potrzebna będzie drobna demonstracja…
Cień wysunął coś co mogło być kończyną. Wykonał drobny ruch. Podłoga sali zamieniła się w łąkę pokrytą gęsto kwieciem. Gdy tylko zbliżył się do niej cała roślinność zaczęła ginąć i gnić w zastraszającym tempie. Pewnym jest to, że przeciętny czarnoksiężnik nie jest zdolny do takiego wyczynu.
Kh- widzicie? Czy nie tak mówi podanie „Gdzie tylko ich noga stanie życie będzie uchodziło z otoczenia i wszystko obróci się w niwecz, powróci do chaosu, z którego wzięło początek.”. Dość już tego jałowego wykładu. Obserwowaliśmy was od kilku pokoleń wstecz, pradziadków i ich przodków. Przewidzieliśmy wasze przyjście na świat. Narodziny wywołały zakłócenia w świecie magii, nie mogło to ujść naszej uwadze. Macie niespotykany talent, a pokonując mojego pupilka w krypcie dowiedliście swych walorów. Prastara Rada potrzebuje dwóch takich osób.
M- z czym to się wiąże? Zawsze możemy odmówić.
Kh- odmówić? Głupcze nie ma alternatywy. Odmowa? Cóż, dopuszczalna, nie mniej jednak marnie na niej wyjdziecie. Nie pozwolimy wam zginąć. Połączymy wasze duże w ciele piekielnej istoty i będzie cierpieć przez wieczność.
M- wieczność? To stanowczo za długo.(parsknął)
K- co mamy uczynić, jakiś rytuał, próba?
Kh- nie. Włóżcie te sygnety na prawe dłonie i rozpocznijcie studia. Musicie się wiele nauczyć by godnie zastąpić poprzedników. Po 1000 latach służby zużyli się niestety. Wysłaliśmy ich do innego wymiaru i niszczą sobie światy w ramach odpoczynku. Wkrótce posiądziecie wiedzę i umiejętności niezbędne dla członkowstwa w Radzie.
W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć kilku słów o pierścieniach. Każdy z nich przedstawiał misternie uformowaną literę. Wszystkie one składały się na słowo „CHAOS”
C jak - cień
H jak - hańba
A jak – antypatia
O jak - okrucieństwo
S jak – samotność
Były one wykonane z czarnej mgiełki i falowały na palcach młodzieńców. Z całą pewnością wzmacniały zaklęcia sfery czarnomagicznej. Zapewniały ochronę przed chorobami i truciznami, a także standardową bronią. Szatańskie pętle, dla których wielu byłoby zdolnych zabić.
Kh- każdy z was dostanie pomocnika. To przyspieszy proces kształcenia. Myślę, że Matuzalemowi pomocą służył będzie Giovincus, a Klorexzowi pomoże Paynor. To zarazem pierwsza lekcja. Wobec nich mieliśmy ogromne nadzieje, ale zawiedli. Nie zdołali pokonać tego z czym zmierzycie się w przeciągu tygodnia – Doomguardem. Precz mi z oczu ścierwa i do pracy bo też skończycie jak niewolnicy.
Pokoje czarnoksiężników połączone były z ogromną biblioteką i laboratorium. W szafkach znajdowały się najcenniejsze składniki do wytwarzania eliksirów, a księgi zawierały starożytne zaklęcia i rytuały. Łóżka wykonane ze starego drewna niebezpiecznie trzeszczały przy każdym kontakcie z siadającym bądź leżącym. Tylko takie meble posiadali we własnych komórkach. Biblioteka była zgoła inna. Przestronna, a wypełniające je półki wręcz uginały się od ksiąg. Usytuowane wkoło pomieszczenia umożliwiały umieszczenie stołu pośrodku komnaty. Znajdowały się przy nim świece dające światło ledwo przenikające przez wszechobecny mrok. Już niebawem okazały się zbędne. Przyjaciele nadspodziewanie szybko przywykli do tak trudnych warunków. Laboratorium zawierało wiele niezwykłych instrumentów. Istniał także krąg przywołań, portal do podróży astralnych i inne niezwykłe przedmioty. Wszystkie te pomieszczenia tonęły w mroku i tylko świece urozmaicały wystrój. Podłoga była wyłożona czarnym bliżej nieokreślonym z nazwy kamieniem podobnie jak ściany.
Matuzalem przede wszystkim interesował się zaklęciami i umagicznianiem przedmiotów. Utonął w księgach niemal natychmiast. Asystował mu Giovincus. Co jakiś czas dolatywały do nich odgłosy wybuchów wywołanych eksperymentami pozostałej dwójki. Ostatniego dnia przed próbą role odwróciły się. Dzięki temu każdy z nich czuł się gotowy do walki.
K- to już dziś, nie wiem czy poradzimy sobie
M- jeśli każą nam walczyć w pojedynkę nie będzie łatwo, ale z całą pewnością możemy zwyciężyć
K- moje eliksiry dadzą mi przewagę, ale jak ty chcesz walczyć? Te demony są niemal niewrażliwe na magię.
M- spokojnie, myślałem o tym i chyba już wiem jak sobie z nimi poradzić.
Rzeczywiście, czas pokazał ich przeciwnika - Doomguarda, ale każdy miał zmierzyć się z nim pojedynczo. Przyjaciele pewni swoich umiejętności pożegnali się i życząc wzajemnie powodzenia ciągnęli losy. Pierwszym który miał walczyć okazał się Matuzalem. Wszedł do Sali Prób i zniknął z oczu Klorexzowi.
Do zadania przystąpił bez obaw. Czas jaki spożytkował na naukę musiał okazać się wystarczający by opanować rzadką umiejętność zaklinania. Pracował nad pierścieniami, które dzierżył opuszczając Stormwind. Diabelskie obręcze Khazada przełożył na lewą dłoń. Liczył, że wzmocni zaklęcia do tego stopnia by ujść z życiem z batalii.
Mimo tego, nerwowym i niepewnym krokiem dostał się do Sali Prób. Była to okrągła komnata, bardzo rozległa. Podobnie jak pozostałe pomieszczenia wykonana z czarnego, bliżej nieokreślonego kamienia. Średnicę oszacował na 500metrów. Tak rozległe pole bitwy dawało wiele taktycznych możliwości. Nad nim znajdowała się kamienna balustrada i pięć krzeseł. Były tak umiejscowione, że nie sposób było stwierdzić czy ktoś tam zasiadł. Niemniej wyczuwał w tamtym miejscu złowrogą moc.
Arenę wypełniał odór siarki, podłoże drżało niespokojnie. Doomguard nadchodził. Istny potwór. Wysoki na 20metrów, przy rozpiętości skrzydeł na 15metrów. Wprawił Matuzalema w osłupienie. Bies dzierżył ogromny miecz magicznie umocowany do lewego ramienia. Nie była to ta sama istota, która zastąpiła drogę dwóm czarnoksiężnikom w Blasted Lands. Jego aura wydawała się słabsza, jednakże czarownik szybko oszacował, że ta kreatura jest znacznie silniejsza od poprzedniej. Świadczyły o tym liczne blizny czarta. Musiał w przeszłości stoczyć wiele walk kandydatami na członków Prastarej Rady.
W wielkich żółtych oczach widniała zapowiedź śmierci. Demon oblizał kły po czym zajął pozycję w komnacie i znieruchomiał. Matuzalem nie chciał czekać na jego atak. Nie było miejsca na najmniejszy nawet błąd, czy badanie możliwości przeciwnika. Rozpostarł ręce prostopadle do ciała. W dłoniach zaczęły kłębić się cienie. Doomguard przeczuwając rychły atak rzucił się na oponenta. Uczynił to zbyt późno. Czarnoksiężnik złączył dłonie i posłał ogromny cień. Uderzył biesa ze straszliwą siłą, ale efekt okazał się zgoła inny od zamierzonego. Doomguard cofnął się ledwie, nic sobie nie robiąc z całej tej sytuacji. Rozpostarł skrzydła, wzniósł się ponad arenę i przyglądał się człeczynie z wielkim rozbawieniem. Po czym w mgnieniu oka zapikował. Najwidoczniej nie chciał przeciągać starcia. Niebawem przekona się, że za tę ignorancję przyjdzie słono zapłacić. Matuzalem złączył palce obu dłoni, by przybrały kształt piramidy. Stał nieruchomo i wyczekiwał odpowiedniej chwili. Demon zbliżał się z zawrotną prędkością. Gdy już był bardzo blisko należało przystąpić do obrony. Za późno. Doomguard rozbił się o ziemię. Zerwał się i szukał truchła adwersarza w ogromnym kraterze. Matuzalema nigdzie nie było. Tak się przynajmniej demonowi wydawało póki nie trafił go kolejny pocisk uformowany z cienia.
Potwór nie zauważył istotnego szczegółu. Gdy nurkował na przeciwnika ten wyłapał skrawek jego cienia, ledwo widocznego w mroku rozrzedzanym słabym światłem pochodni i stopił się z nim w całość. Tuż przed uderzeniem oderwał się od niego, tym samym ratując życie. Rozsierdzony Doomguard ponownie zaatakował. Czarnoksiężnik okazał się szybszy. Błyskawicznym gestem zmaterializował płomienie, które pokryły ciało demona. Zaklęcie Immolate wzmocnione amuletami unieruchomiło wroga, ale nie było w stanie zadać poważnych obrażeń. Ogników przybywało, ale skutek pozostawał taki sam. Czart zaczął przełamywać paraliż i wolnym krokiem przemieszczał się. Matuzalem zacisnął dłoń, z której dotąd wydobywał się ogień. Płomienie jak na rozkaz zacisnęły się z przerażająca siłą na ciele demona, a po chwili nastąpił wybuch. Conflagrate było jednym z potężniejszych zaklęć jakie znał. Ciało Doomguarda legło na arenie. Matuzalem uśmiechnął się. Powolnym krokiem zmierzał do punktu, którym wkroczył do Sali Prób. Zaskakująca była dalsza blokada wrót. Nim zdążył to przeanalizować po komnacie przetoczył się przeraźliwy ryk. Demon wpadł w szał.
Czarnoksiężnik przyglądał się przeciwnikowi zbliżającemu się powoli. Sytuacja stawała się dramatyczna. Wskazał palcem na biesa po czym ten ponownie runął. Shadowburn choć był za słabym zaklęciem pozwolił zyskać na czasie. Młodzieniec wykorzystał wolną chwilę do wezwania swojego Doomguarda. Mniejszego i słabszego od wrogiego, ale to musiało wystarczyć. Gdy zwarły się w boju Matuzalem przystąpił do działania. Stanął na przeciwnym krańcu pomieszczenia i zaczął koncentrować całą mroczną energię jaką tylko zdołał wykumulować. Niespodziewanie szybko jego pupil zaczął przegrywać.
M- wznieś się w powietrze i przeciągaj starcie szybko!
Tak też się stało. Matuzalem wrócił do swej części planu. Pot zalał mu skroń. Całe ciało naprężył do granic możliwości. Potrzebna mu była cała mroczna energia. Absorbował ją także z otoczenia.
Tymczasem Czart sięgnął po miecz i pozbył się mniejszego krewniaka. Wylądował rozglądając się za przeciwnikiem. Jego twarz wykrzywił grymas przerażenia. Czarnoksiężnik nie był już otoczony magiczną energią. To było czyste zło, potęga pierwotnego chaosu. Objawiła pod postacią jaskrawozielonej aury i emanowała z niewyobrażalną potęgą. Doomguard rzucił się do rozpaczliwego ataku. Spóźnił się. Matuzalem zebrał siły i cisnął nimi w oponenta. Nawet tak potężny bies nie mógł stawić oporu. Chaos Bolt to jeden z najbardziej potężnych czarów wszechczasów. Wywodził się z czasów antycznych i przez tysiąclecia był udoskonalany. Czarnoksiężnik trafiając demona doprowadził do jego pełnej dezintegracji, dusza wyparowała i łącząc się z chaosem przestała istnieć.
Wrota prowadzące do Sali Prób otworzyły się z trzaskiem. Matuzalem wycieńczony, wolnym krokiem opuścił ją. Nie odezwał się ani słowem do Klorexza. Usiadł ciężko sapiąc.
Przyjaciel widząc jak bardzo jest osłabiony nie zadawał pytań. Nadeszła jego pora. Wkroczył na arenę. Targały nim dreszcze. Był przerażony tym co go czeka. Doomguard już oczekiwał przeciwnika. Przyglądał się śmiertelnikowi z wielką uwagą. Klorexz zatrzymał się niespodziewanie i wyciągnął malutką fiolkę. Pospiesznie wypił jej zawartość.
Trwał w miejscu i przyglądał się demonowi. Nie planował atakować jako pierwszy. Bies ruszył w jego stronę. Niebawem dystans między nimi zmalał na wyciągnięcie ręki. Uniósł wielką łapę by zadać pierwszy i ostatni zarazem cios. Czarnoksiężnik tylko na to czekał. Z zaskakującą siłą odbił się z podłoża i poszybował w kierunku pyska bestii. Uderzył ją w prawe oko. Doomguard cofnął się odruchowo zasłaniając ręką zraniony punkt. Klorexz ponownie rzucił się do ataku. Skakał i obijał łeb demona. Gdy ten w końcu padł na arenę wydawało się, że walka chyli się ku końcowi. Młodzieniec przyklęknął na prawe kolano i z trudem łapał oddech.
Nie zabrało czartowi wiele czasu by stanął na nogi. Podbiegł do czarnoksiężnika i zadał dwa potężne ciosy. Posłał przeciwnika na ścianę. Doskoczył do niego w mgnieniu oka i wgniótł kolanem w głąb muru. Wybuchnął śmiechem i wkroczył na środek areny by pokazać się w pełnej krasie mistrzom. Zaległa cisza, którą mąciły szmery i syki dobiegające z trybuny, z krzesłami. Ucichły pod wpływem gwałtownego trzęsienia ziemi. Ściana, w której spoczywało ciało Klorexza zawaliła się wzniecając tumany kurzu. Doomguard obrócił się niespokojnie. Nim zdążył zareagować potężne uderzenie cisnęło nim w przeciwległy sektor Sali Prób.
Z chmury pyłu wyłoniła się druga bestia. Dorównywała wzrostem i rozpiętością skrzydeł adwersarzowi. Jej skóra była szarego koloru , oczy puste – czarne. Dwa kręcone rogi zdobiły skroń. Raz po raz uderzała złowieszczo ogonem w podłoże. Doomguard rzucił się jej do gardła, ale nie miał dość siły. Klorexz chwycił jego łapy i wgryzł się w szyję biesa. Rozszarpał tkanki i aortę. Demon padł na ziemię. Czarnoksiężnik oderwał członki od korpusu by mieć pewność, że to koniec. Po upływie kilku minut cało zaczęło się kurczyć i wróciło do pierwotnej formy. Czas metamorfozy minął.
Rozdział III: Cisza przed burzą
Minęło wiele czasu nim przyjaciele odzyskali świadomość. Musieli przespać wiele dni po tak morderczej walce. Znajdowali się w swoich pokojach. Jak przez mgłę pamiętali co doprowadziło ich do takiego wycieńczenia. Obolali nie wiedzieli co jeszcze ich spotka. Czy była to ostatnia próba? Jeśli nie to co może być następne…
Spotkali się w bibliotece. Po tym co ich spotkało nie umieli ze sobą rozmawiać. Jeszcze nie. Na stoliku znaleźli dwie koperty. Każda z nich miała osobnego adresata. Z całą pewnością członkowie Prastarej Rady chcieli się z nimi skomunikować. Pospiesznie rozerwali papier i zagłębili się w tekście.
Matuzalem, gdy już skończył rozdarł kartkę i cisnął przed siebie. W oczach zawitał cień szaleństwa, obłędu. Klorexz padł na podłogę wyraźnie załamany. Gospodarze wpadli na wyjątkowo szatański pomysł. Kolejna próba miała rozpocząć się za miesiąc równo od momentu otwarcia wiadomości. To przerastało ich możliwości i człowieczeństwo. Przerażająca myśl, że nie ma odwrotu spędzała im sen z powiek każdej kolejnej nocy, a to co się stanie będzie ich prześladowało do końca dni. Czas bardzo im się dłużył. Nie rozróżniali dni od nocy. Wszystko zlało się w jedność. Świadomi tego, że najmroczniejszy dzień w ich życiach skrada się podstępnie raniło przyjaciół. Cóż z tego, że dostrzegli ten cień wiszący nad nimi i próbujący sięgnąć szyi by zabić skoro nie byli w stanie stawić oporu. Istniał co prawda wybór, ale każda droga prowadziła do śmierci równie bolesnej jak długiej.
Półtora tygodnia później Matuzalem wszedł do biblioteki jakby nigdy nic się nie stało i wręczył czytającemu koledze karteczkę papieru. Po czym zabrał kilka opasłych tomów i wyszedł. Klorexz po przeczytaniu rozpromienił się i pospiesznie udał się do laboratorium. Spędził w nim kilka minut. Wyszedł z małą sakiewką i położył ja pod drzwiami przyjaciela. Matuzalem zamknięty w pokoju nie wyszedł aż do upływu terminu.
Rozdział IV: Zdrada
M- oby był już gotowy, nie ma drogi powrotnej (mruknął sam do siebie)
Nie minęło kilka minut, gdy ponownie stanęli na arenie po przeciwległych stronach. Z widowni dało się słychać podekscytowanie trójki widzów. Widowisko miało się niebawem zacząć.
Matuzalem wyciągnął Czarcie Węgliki z małej sakiewki. Cisnął nimi na środek pola walki. Rozpostarł ręce i rozpoczął rytuał otwarcia jakiegoś portalu.
Widownia patrzyła z niecierpliwością na to co się zaraz stanie. Tak, dwaj najlepsi przyjaciele staną do walki na śmierć i życie. Tylko jeden z nich opuści Salę Prób.
Tymczasem Kolrexz wypił miksturę (tak jak to uczynił w walce z Doomguardem). Z zawrotną prędkością ruszył ku przeciwnikowi. Stanął przed nim i do ust przystawił tą samą fiolkę. Matuzalem wypił i w tym momencie pojawił się portal. Wrota złożone z czystej energii pulsowały słabym niebieskim światłem. Synowie Apokalipsy ruszyli na arenę. Spóźnili się. Czarnoksiężnicy znikli w portalu, a ten zamknął się tuż za nimi i rozpłynął w powietrzu.
Przyjaciele znaleźli się w zupełnie nowym miejscu. Gdy tyko opuścili astralny tunel wybuchli szczerym śmiechem. Zabrakło im powietrza w płucach. Zaiste powód do radości był ogromny. Udało im się uciec z przeklętej twierdzy. Tym samym nie musieli walczyć na śmierć i życie.
K- miałeś znakomity pomysł z tym portalem i eliksirem szybkości, bez tego byłoby po nas
M- nie przesadzaj sam nie dałbym sobie rady, ale przyznasz, że niezły im numer wykręciliśmy. Nie sądzę by ktokolwiek wcześniej tego próbował.
K- to powinien być nasz popisowy numer. Tylko pozbądźmy się tych pierścieni bo mogą nas namierzyć z ich pomocą.
M- o tym nie pomyślałem. Dobrze, że jesteśmy na pustkowiu. Poddaj się metamorfozie i zmiażdż je.
Klorexz tak właśnie uczynił. Następnie wrócił do swojej postaci.
M- musimy szalenie uważać na moce z jakich korzystamy, niewielu magów potrafi ciskać Chaos Boltem czy zmienić się w Zabójcę. Wystarczy, że ktoś nas zauważy i mogą być kłopoty.
K- tak, ale gdzie się teraz podziejemy? Do Stormwind nie możemy wrócić, a przejście przez Dark Portal nie wchodzi w grę.
M- jedyne co mi teraz przyszło do głowy to Ironforge. Potężna krasnoludka stolica. Gdybyśmy tylko dotarli do niej Synowie Apokalipsy przestali by nam zagrażać. Odnalezienie dwóch osób w ciągnących się kilometrami tunelami podziemnymi nie jest łatwe.
K- ruszajmy więc.
Koniec tomu I
Rozdział I Tomu II będzie nosił nazwę "Pościg". Pojawią się nowe lokacje, przeciwnicy i zaklęcia. Niewykluczone, że z cienia wyjdą pozostali członkowie Prastarej Rady. Nie wykluczam wielkiej bitwy jeśli tyko podołam choć to bardzo trudne do namalowania słowem. Jeśli epos zostanie przyjęty ciepło niezwłocznie zacznę przelewać szkice do worda nad kolejnymi przygodami dwójki bohaterów. Miłego czytania życzę
Klasa: Warlock
Alt: Cainar, Amicus, Matu, Shauadalis
Rasa: Human
Wiek: 24 Dołączył: 27 Paź 2008 Posty: 1718 Otrzymał 12 piw(a)
Wysłany: 2009-09-02, 19:48
W zeszycie. Mam już etap z Irnonforge. Na bardzo spektakularny rozdział nie mam teraz czasu. Ale pomysł już jest. Nim napiszę to i owo potem przepiszę to to potrwaaaa
Klasa: Warlock
Alt: Cainar, Amicus, Matu, Shauadalis
Rasa: Human
Wiek: 24 Dołączył: 27 Paź 2008 Posty: 1718 Otrzymał 12 piw(a)
Wysłany: 2009-10-28, 21:30
Tom II
Rozdział 1: Pościg
Synowie Apokalipsy niezmiernie zaskoczeni zdążyli wkroczyć na arenę gdy portal rozpołynął się w powietrzu. Czarnoksiężnicy opuścili zamczysko. Cienie nie mogły pozwolić by ta bezczelność uszła im płazem. Nikt przez tysiąclecia nie odważył się na taki krok. Bardzo szybko namierzyliby śmiertelników dzięki pierścieniom, ale nie dało się wyczuć ich aury. Domyślili się, że Klorexz i Matuzalem zniszczyli je zaraz po opuszczeniu portalu. Jedyny ślad (niezwykle słaby) prowadził na północ od Stormwind. Zasiadający w Radzie nie mogli tropić osobiście. Zadanie powierzyli Giovincusowi i Paynorowi pod groźbą straszliwej śmierci jeśli zawiodą.
Słudzy za pomocą innego portalu dostali się do Stormwind i wyruszyli w poszukiwaniu śladów, poszlak. Brnęli przez pasma górskie, a tymczasem...
Klorexz i Matuzalem mijali opuszczone wioski. Dwudziestego dnia po ucieczce ujrzeli na horyzoncie języki ognia. Z całą pewnością była to jakaś twierdza. Płomienie oznaczały, że przyjaciele zostali zauważeni, a być może już śledzeni. Niewiele się nad tym zastanawiając ruszyli w stronę budowli. Była to mała placówka, zaledwie dwukondygnacyjna. Wokół niej dumnym krokiem maszerowały krasnoludy. Na widok wędrowców wyciągnęli broń i ich otoczyli. W tym potrzasku minęły im minuty, godziny. W momencie, gdy słońce miało ustąpić miejsca księżycowi, z warowni ruszył ku nim potężnie zbudowany krasnolud z długą siwą brodą i takimiż włosami.
Ragnax - kim jesteście i czegu tu szukacie?
M- wędrujemy w poszukiwaniu magicznej wiedzy i mądrości naszych przodków.
R- doprawdy?! To dlaczego aż tak Wam śpieszno? Bardzo szybko przemieszczacie się po wyłonieniu z tego czegoś na Lodowej Pustyni. K- no tak, za pomocą portalu dotarliśmy aż tutaj by uniknąć pasm górskich.
R- dalej nie rozumiem przyczyny tego pośpiechu.
M- a kimże jesteś, że nas wypytujesz i siłą więzisz. Toż to wolny szlak i każdy może nim uczęszczać.
R- jak śmiesz pędraku?! Zwracasz się do Ragnaxa. Jednego z najsłynniejszych bohaterów Imperium Krasnoludów. Nikt nie zabił tylu Duergarów i Drowów co ja. Ale dość tego, odpowiedzcie na moje pytanie i to natychmiast!
Matuzalem i Klorexz poddali się i opowiedzieli co ich rzeczywiście zagnało na odludzie. Nie chcieli rozlewu krwi, ani zostawić śladów walki.
R- toście się glisty wpakowały w niezłe bagno.
M- dlatego musimy uciekać. Skoro tu obozujesz to na pewno dotarliśmy do Waszego państwa.
R- mylisz się chłopcze. To placówka obserwacyjna. Znajdujemy się bardzo daleko od granicy.
K- czy możesz nam jakoś pomóc?
R- chyba tak. Nazajutrz wyrusza stąd karawana kupiecka z moim synem Throgiem jako ochroniarzem. Moglibyście się z nimi zabrać.
M- Znakomicie to nam znacznie ułatwi podróż.
Następnego dnia o świcie wyruszyli w miesięczną wyprawę do państwa krasnoludów.
Throg- czołem chłopaczki, jak zdróweńko?
K- wszystko w porząsiu.
T- no to dobra, tylko trzymajta mi się grupy i z dala od mojego miodu bo skalp zerwę (po czym czknął bardzo głośno, zatoczył się i poprowadził do wozu kupieckiego)
M- jesteś pijany?
T- nie jestem pijany, jestem Throg i radzę Wam to zapamiętać bo jak nie to do stu gnomów pożałujecie.
Pierwsze dwa tygodnie nie zwiastowały przykrych niespodzianek. Wtedy też poważnie rozchorował się Klorexz. Ostatnie poddanie się Metamorfozie w połączeniu z brakiem wypoczynku znacznie osłabiły organizm. Jego stan wymagał postoju. Niestety konwój nie mógł sobie na to pozwolić. Przyjaciele dostrzegli po drodze kilka opuszczonych wiosek gnomów. Postanowili schronić się w opuszczonej chatce na stoku góry. Klorexz legł na posłaniu przykryty kilkoma niedźwiedzimi skórami przed kominkiem. Matuzalem potrząsnął woreczkami przyczepionymi do pasa i wypadły z nich stosy książek, które wykradł z biblioteki udostępnionej im przez Prastarą Radę. Szukał remedium na dolegliwość Klorexza.
Za oknami rozszalała się burza śnieżna. Zapadł mrok i noc stopiła się z dniem. Matuzalem przygotował kilka flakoników eliksiru. Cała kuracja musiała trwać nieprzerwanie przez trzy tygodnie. Stanowiło to poważne opóźnienie w drodze do Ironforge, gdyż dzielący ich dystans wynosił około dwóch tygodni. Na szczęście opuchlizny, obrzęki i wylewy podskórne stopniowo zaczęły się goić.
Po upływie tygodnia Klorexz zaczął powoli chodzić. Ciało goiło się w bardzo szybkim tempie. Tego samego wieczora usłyszeli krzyki wielu osób, a co gorsza zbliżały się do chaty i zaczęły okrążać. Po zapadnięciu zmroku domek otoczył pierścień ognia uformowany z pochodni przybyszów. Mimo niewielkiego wzrostu mogli stanowić zagrożenie - liczebność. Matuzalem wyszedł do nich, a raczej próbował. Gdy tylko uchylił drzwi nóż wpadł do środka. Nie było sensu ryzykować.
M- kim jesteście i czego chcecie?
- wyłaź morderco, tym razem nam nie uciekniesz!
M- o czym mówicie?
- nie nabierzesz nas, to kres zbrodni. Więcej nie skrzywdzisz naszych rodzin i przyjaciół.
M- pozwólcie mi chociaż wyjść, w domku jest ranny i nie chcę by i jego spotkała krzywda.
Po czym Matuzalem wyszedł do napastników. Przyglądał się gnomom przeczuwając, że w każdej chwili może nadejść atak. Przewrotny los i tym razem uśmiechnął się do niego. Jeden z tłumu rozpoznał go. Także studiował magię w Stormwind. Krzyki ucichły, emocje osłabły. Wszyscy wtłoczyli się do chaty i spędzili noc grzejąc się przed kominkiem. Nazajutrz gnomy odeszły, ale mimo tego Klorexz był niespokojny.
K- kto i po co miałby mordować bezbronne gnomy? Nie sądzisz, że powinniśmy zbadać sprawę?
M- nawet o tym nie myśl. Przypomnij sobie opuszczone wioski, które mijaliśmy. Nic Ci to nie mówi?
K- rzeczywiście pokrywały się z naszą trasą. Jeśli to pościg to nas wyprzedził, niemniej może zawrócić.
M- nie sądzę. Skoro mieszkańcy sąsiedniej wioski przyszli walczyć to znaczy, że wróg nie dotarł jeszcze tutaj. Niestety może być bardzo blisko.
K- mógłbym już przemieszczać się, ale nie walczyć. Niestety, ale nie zdołam pomóc. Poradzisz sobie.
M- cóż to za farmazony? Nie pójdę nocą w góry szukać guza zwłaszcza, że krąży tu jakaś złowroga siła.
K- więc zamierzasz siedzieć bezczynnie i czekać aż nas morderca znajdzie i wymorduje kolejne gnomy?
M- nie mamy wyjścia. Za dnia można popróbować szczęścia, teraz nic nie zdziałam.
Tuż przed świtem dramatyczne okrzyki obudziły przyjaciół. Matuzalem (który przed momentem przysnął) zerwał się, wybiegł z chaty i pobiegł w ich kierunku. Klorexz wypił miksturę niewidzialności i skrył się w ciasnej piwniczce.
Wracająca z Ironforge karawana została zaatakowana i zmasakrowana. Nikt nie przeżył. Matuzalem wbiegł do chaty. Niewątpliwie należało uciekać. Tymczasem do jego uszu dobiegł dźwięk cichego, ledwo słyszalnego pukania do drzwi. Czarnoksiężnik wysłał impa by otworzył, a tym czasem stanął w kącie gotowy do ataku.
Jego oczom ukazał się Throg. Był jak zawsze pijany, ale i straszliwie pokiereszowany.
T- siemka, pomożesz poszkodowanemu? (wysapał niefrasobliwie po czym stracił przytomność)
Gdy Klorexz wniósł krasnoluda do domu, Matuzalem ruszył za śladami krwi które ten pozostawił na śniegu. Bardzo szybko dostrzegł dwie zakapturzone postacie. Stały do niego tyłem i prawdopodobnie torturowały jakiegoś nieszczęśnika, jak się później miało okazać przewodnika karawany kupieckiej. Wykorzystując element zaskoczenia Matuzalem złożył ręce przed sobą tak by palce przybrały postać trójkąta. Potężny podmuch energii powalił jednego z napastników na ziemię. Drugi odwrócił się gwałtownie, a jego twarz stała się widoczna w blasku słońca.
M- Paynor?
P- a więc to Ty. Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego spotkania.
M- zapewne pokonałem Giovincusa. Nie martw się, zaraz do niego dołączysz.
P- zaczekaj, mam lepszy pomysł. Może przyłączymy się do Was. Mamy już dość upokorzeń i niewoli. Tyle lat już minęło. Dość
M- cóż za przemiana. Może i uwierzyłbym, gdybyście nie wymordowali tylu niewinnych istot.
P- byliśmy zdesperowani, by Was odnaleźć. Teraz ruszajmy nim przyjdą następni.
M- następni?
P- Rada wysłała grupę trzynastu skrytobójców. Są znani jako "Cienie".
M- nic mi to nie mówi.
P- to przywróceni do życia mordercy i łotrzykowie. Przez setki lat zdobyli mnóstwo doświadczenia i umiejętności. Niewielu cokolwiek o nich wie. Nie pozostawiają śladów, ani świadków. Mnie i Giovincusa też pewnie zabiją by o Waszej ucieczce nie dowiedział się nikt. W historii Rady nigdy nie czegoś takiego nie doszło. Będą chcieli to zatuszować.
Jeszcze tego samego dnia czterech czarnoksiężników wyruszyło do Ironforge. Udało im (Paynor nauczył dwójkę przyjaciół niezbędnego zaklęcia) się w końcu wezwać piekielne rumaki (Dreadsteedy). Nie dość, że znacznie szybsze od zwykłych to umożliwiały podróż nocą dzięki poświacie, którą roztaczały. Sprawiały wrażenie jakby nigdy się nie męczyły. Sunęły lekko nawet przez głębokie zaspy.
Rozdział 2 Ironforge
Cóż za wspaniały widok ukazał się oczom wędrowców. Droga wiodąca do miasta kręta, wznosząca się udekorowana była posągami (wysokimi na 10 metrów). Każdy z nich przedstawiał innego króla. Tym sposobem każdy mógł poznać zrąb historii krasnoludów. Figury mimo, że wykonane z surowego kamienia były wspaniale zdobione. Marmury, mithril, khorium, tytanium i inne bezcenne kruszce. Brama wejściowa była zupełnie inna. Szara, prosta, pozbawiona cech dzieł sztuki. Za to jej rozmiary były imponujące (200 metrów szerokości i 500 wysokości). Bardzo masywna, ale dotąd jeszcze niezdobyta przez wieki, kiedy przewinęło się wiele wojen przez świat. Strażnicy natychmiast podeszli do czarnoksiężników. Byli bardzo nieuprzejmi. Prawdopodobnie nie przepuściliby ich, gdyby nie obecność towarzyszącemu im Throga, którego stan nadal był ciężki (wymagał opieki medycznej). Na domiar złego trzeźwiał i stawał się nieznośny. Marudził, pokrzykiwał, miotał się na noszach cały czas.
T- gnomie syny, orkowskie dzieci WPUŚĆCIE nas do środka!
- nikt bez zgody inspektora nie wejdzie.
T- a niech Was orcze plemię pochłonie. To tak traktujecie rannego brata?!
Zaalarmowany awanturą inspektor powoli zbliżał się do nich. Jego zadaniem było przebadanie każdego kto chciał wejść do Ironforge. Mógł też odmówić gościny i odprawić wędrowców. Wydawał się bardziej krępy od strażników. Siwa brody i włosy sięgały ziemi. Chyba dlatego lekko się przybrudziły. Kaszlał i złowieczył, że przerwano mu sjestę.
- Throg to Ty?!
T- siemasz wujaszku, kopę lat.
- ehhh a ja myślałem, że to było wczoraj Ty zapchlony wszarzu.
T- po co unosisz się? To tak do rodziny? Wstydź się staruszku.
- a niech otchłań pochłonie i Ciebie, i tę która wydała Cię na świat. Przepuśćcie go, a resztę odeskortujcie na dół.
T- chwilunia szefie, nic z tego. Życie mi uratowali. Co prawda tamtym dwóm zakapturzonym to zasadziłbym kopa, niestety bez krzesła nie sięgnę.
- Nie wpuścimy obcych, nie wolno nam. Czasy są niespokojne.
T- wejdziemy wszyscy, albo nikt i wykrwawię się na Twoich oczach, chcesz?
Tymczasem Matuzalem szeptał z Paynorem, na szczęście stary inspektor nie zwrócił na nich uwagi.
M- idźcie do Synów Apokalipsy, powiedzcie, że już niebawem nas wytropicie i pochwycicie.
P- tak, już pora na raport. Kiedy się znowu spotkamy?
M- za pół roku przed bramą Ironforge.
Paynor i Giovincus wyruszyli w drogę powrotną. Tymczasem Throg przekonał upartego krewniaka i trzej przyjaciele wkroczyli do podziemnego miasta. Główny dziedziniec zdobił wielki posąg Moradina - najważniejszego boga krasnoludów. Pięćdziesięciometrowy kolos z dwuręcznym młotem bojowym górował nad mniejszymi pomnikami bohaterów. Brukowaną uliczką przeszli do najwyżej położonej kondygnacji. Zabudowa Ironforge stanowi unikat w świecie Azeroth. Położone w dogasającym wulkanie, budowle uformowane na pierścieniach (ułożone pionowo stanowiły kondygnacje miasta, łącznie było ich aż dziewięć). Brzegi środkowej obręczy połączono tak by utrzymały wspaniały pałac królewski i najwyższą świątynię. Odprowadziwszy Throga do lekarzy ruszyli zwiedzać miasto. Schodząc niżej zauważyli wzrost temperatury (resztki lawy zalegające na dnie krateru). Do tego krwawa poświata i pył męczył oczy przybyszom, którzy i tak stali się sensacją dla mieszkańców, którzy od pewnego czasu nie widywali obcych na niższych kręgach niż drugi. W końcu dotarli do środkowego kręgu (patrycjuszowskiego). Przeszli przez potężną tytanową płytę. Był to plac do manewrów wojskowych na ogromną skalę. Natomiast pałac królewski zrobił na nich jeszcze większe wrażenie. Stanowił największą budowlę w mieście. Kształtem przypominał sześcian (o ścianach liczących po 2 kilometry). Liczył dwadzieścia wysokich pięter. Zdobienia zaczynały się na ogromnych wrotach wejściowych. Na murach budynku wykuta została ilustrowana historia rasy krasnoludów. Przyjaciele zauważyli pewne charakterystyczne wizerunki: pustka, świat (ukazany jako płaski talerz), Moradin, walki z innymi rasami, wygnanie w góry, narodziny i żywot pierwszych herosów i następujących po sobie monarchów. Matuzalem i Klorexz byli pod wrażeniem tak osobliwej kroniki. Obok znajdowała się główna świątynia. Znacznie mniejsza. Kształt stożka z podstawą na kole (to niezwykłe gdyż ród ten wolał surowe formy prostokąta czy kwadrata), gdzie długość ściany wynosiła 500 metrów. Zapewne większość uroczystości religijnych odbywała się na placu wkoło świątyni lub przed posągiem Moradina (mimo rozmiarów nie sposób było pomieścić w świątyni wszystkich mieszkańców).
Te dwie centralne budowle połączone były ogromnym tronem. Przyjaciele trafnie odgadli, że to miejsce przeznaczone jest dla boga krasnoludów. Inskrypcja głosiła iż w razie wielkiej trwogi Moradin zasiądzie na nim i poprowadzi poddanych do zwycięstwa. Bohaterowie wkroczyli na dziedziniec pałacu. Nie był bardzo ozdobiony. Widoczne było praktyczne podejście krasnoludzkich budowniczych - twierdza, ostatnia enklawa, swoisty bastion. Inspektor zaprowadził ich do małego biura urzędnika do spraw cudzoziemców. Ten ostatni udzielił ludziom rocznego pozwolenia na pobyt w Ironforge. Inspektor wręczył mapę miasta czarnoksiężnikom i wrócił do swoich obowiązków przy głównej bramie. Niespodziewanie nadszedł Throg.
T- siemanko chłopaki.
K- co Ty tu robisz? Powinieneś leżeć i odpoczywać.
T- kapka prawdziwej, krasnoludzkiej gorzałki i jestem jak nowy. Chodźcie do Karczmy Pod Zapitym Gnomem na "maluszka".
M- co to jest?
T- nasza specjalność, najmocniejszy trunek w świecie Azeroth.
K- poddaję się, chcę jeszcze trochę pożyć.
M- ja chyba też wolałbym wypić gorącą oliwę niż to.
T- to Wy nie takie bohatery jak Throg myślał, a fe.
M- bohatery czy nie, istotne jest to, że Prastara Rada nas tu nie dosięgnie, chodźmy do biblioteki.
T- żartujesz? idziemy do karczmy i basta.
K- to spotkajmy się tam za dwa tygodnie.
T- co przez ten czas chcecie robić?
K- czytać. Może w księgach krasnoludzkich mędrców znajdziemy jakieś istotne informacje.
Tymczasem Giovincus i Paynor złożyli raport, którego treść ustalili z Matuzalemem i Klorexzem. Ponownie zostali wysłani z misją doprowadzenia czarnoksiężników.
Klasa: Priest
Alt: S W I E T A
Wiek: 18 Dołączył: 02 Lis 2008 Posty: 275 Skąd: Brak dostępu
Wysłany: 2009-10-29, 20:57
Człowieku co to ma być ! ile cie razy uczyłem i co ? i co ? tak piekne że asz łza w oku D
na serio : Przyjmnie sie czytało i nawet łanie i estetycznie 6 ;D
_________________ Lubie budyń
Życie jest jak nić łatwo ją przeciąć......
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum